piątek, 23 września 2016

[5] Z Innej Beczki: The Blogger i piwna rodzina



The Blogger i piwna rodzina

Trochę się nas zebrało. Fot. Jerry Brewery


 Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma jeziorami. Na południu Polski znajdowało się pewne miasto. Piękne, stare i zabytkowe, nadgryzione przez czas i wojny. Gród królewski, czyli Kraków. 17 września 2016 roku przybyli do niego możni i rycerscy panowie z całego kraju, by wspólnymi siłami stworzyć piwo, które do tej pory miało otoczkę jedynie legendarną. I ja tam byłem piwo i piwo, i jeszcze jedno piwo, a może kilka następnych piw też piłem, a co tam widziałem i robiłem, poniżej Wam opisałem.



Ekipa w komplecie
 Godzina 6:30 dzwoni budzik. Ciężkie poderwanie z łóżka i pod prysznic. Trzeba zmyć resztki alkoholu i zapachu dymu z siebie po piątkowej integracji blogerów w Tap House. Śniadanie w formie batona i energetyk na popitkę. Bilet 20 minutowy za 1.40 i jazda na dworzec główny, bo o 8:00 wyjazd. Udało się. Dojechałem! Przygodę czas zacząć!

 Tak właśnie zaczęła się moja wyprawa do Szczyrzyca, a konkretnie do Szczyrzyckiego Browaru Cystersów "Gryf", w którym to razem z chłopakami z Brokreacji oraz prawie 20 innych blogerów z całej polski mieliśmy uwarzyć piwo The Blogger. 

Inicjatywa od początku była zacna. Jurek (blog Jerry Brewery), Kacper z Piwnej Zwrotnicy oraz Mateusz Górski z browaru Brokreacja, wspólnymi siłami wykreowali ideę stworzenia piwa czysto blogerskiego. Musiało być to coś niesamowitego i odjechanego tak jak polska scena blogerów piwnych. Ponieważ była to inicjatywa skierowana do pisarzy internetowych, pozwolono nam wybierać składniki piwa, oczywiście też w internecie. Koniec końców udało nam się stworzyć trunek w stylu nikomu do tej pory nie znanym. Mianowicie Cherry Smoked Pepper Rye Wood Aged Strong Ale. Piwo tak niesamowite, że jedyny dodatkowy składnik, który mógł się tutaj pojawić to "Delikatna Nuta Zajebistości". Przez bardzo długi czas nikt nie wiedział, czym właściwie jest ta nutka, i obstawiano najróżniejsze opcje. Od popularny dodatków aż po pomysł utopienia jednego z blogerów żywcem w kadzi. Ale spokojnie! Wszystkie nasze domysły były błędne,  bo do piwka trafił zacny i bardzo aromatyczny czerwony pieprz.
Składniki Bloggera. Fot. Brokreacja

Pełnowartościowe śniadanie.
Browar jest oddalony od Krakowa około godziny drogi, co pozwoliło na szybką integrację
z tymi, których nie było w piątkowy wieczór w Tap House oraz zapoznanie się z planem dnia.

Chwilę po godzinie dziewiątej byliśmy na miejscu i weszliśmy do browaru. Tam zapoznaliśmy się z całą recepturą piwa oraz procesem jego warzenia. Chwilę po tym udaliśmy się do składu słodu, gdzie każdy z nas mógł wsypać swój wór słodu do śrutownika. Co ciekawe, by ułatwić transport słodu z parteru na wyższy poziom, w starym poklasztornym budynku w starym kominie została zamontowana winda towarowa! Następnie udaliśmy się przed browar na szybką degustację. Osobiście na początku nie szalałem i dzień zacząłem od piwa, które od dawna miałem plan łyknąć. Mowa tutaj o The Teacher, czyli seksownej nauczycielce na etykiecie oraz mocniej chmielonym pilsie. To był idealny wybór na śniadanie!

Najazd blogerów na browar Gryf.
Potem wyruszyliśmy na zwiedzanie browaru, który okazał się być całkiem spory. Cała nasza wycieczka - każde pomieszczenie plus degustacje, trwała ponad 2 godziny. Chociaż z drugiej strony czego można się spodziewać po bandzie chłopów, robiących wszystkiemu zdjęcia i podstawiającymi szkło pod każdy tank. Podczas naszego pobytu zwidzieliśmy dosłownie każdy kąt budynku. Byliśmy w laboratorium, fermentowni, która znajdowała się w reprezentacyjnej części, dwie fermentownie oraz rozlewnię z monoblokiem oraz skład chmielu. Co ciekawe udało nam się też spróbować naszego wspaniałego The Bloggera, który po niewielkim czasie fermentacji (pierwsza warka była uwarzona dwa dni przed naszym przyjazdem) już stawał się bardzo charakternym trunkiem. Oczywiście poza naszym piwem mieliśmy okazję próbować The Alchemista, The Dancer, Imperialną wersję
Nafciarza, który wraz z nowym piwem chłopaków ( o tym w innym odcinku) dosłownie powalił nas na kolana. Po prosu miód malina!

Browar Marysia.
Po wyjściu z większego browaru każdy szybko uzupełnił płyny i wyruszyliśmy na zwiedzania drugiego browaru znajdującego się jakieś 300 metrów obok. Ja tym razem porwałem się na The Butchera. Czadowe Red IPA z jak zwykle wspaniałą etykietą. Po drodze złapał nas deszcz, więc żwawym tempem polecieliśmy do mniejszego browaru "Marysia". Zaraz po przejściu przez próg ukazała nam się karczma w bardzo klimatycznym wiejskim stylu. Tam już czekał na nas bardzo smaczny swojski obiad. Wspaniały rosół jak u babci, ziemniaki i przepyszny schabowy. No pycha!  W sumie zasłużyliśmy na niego. Każdy najadł się za wszystkie czasy i ruszyliśmy dalej zwiedzać. A
właśnie i uwaga dla odwiedzających. Niestety browar nie jest oznaczony jakoś specjalnie i wielu kojarzy to miejsce tylko ze względu na jedzenie. Gdy będziecie w środku, dobrze podpytać o ich piwa. Stoją na całkiem dobrym poziomie. Z 3 piw, które mieliśmy okazję spróbować, tylko jedno było takie sobie poziomie.

Ruszając na dalsze zwiedzanie, odkryliśmy prawdziwe skarby, takie jak leżakujące beczki
z piwem Brokreacji. Poza tym spróbowaliśmy kolejne piwo, tym razem z browaru właśnie Marysia, które okazało się kolejnym mega trunkiem. No po prostu to, co wyprawia się w tych dwóch browarach, to niesamowicie dobra robota! Dodam, że "Marysia" właśnie czeka
na nową warzelnie pozwalającą jej zwiększyć moce przerobowe.

Następnie wróciliśmy w rejony Gryfa. Tam został nam udostępniony przepiękny pokój,
w którym to Piotrek Beer'o'feel dał nam prawdziwy koncert, co wprowadziło iście knajpowy klimat. Nie wiadomo skąd w pomieszczeniu, razem z nami, znaleźli się też cystersi, którzy byli bardzo zachwyceni naszą obecnością i zaprosili nas na zwiedzanie starego klasztoru.

The Press się bawi!
Po powrocie już tylko chmielenie nowozelandzkimi i polskimi chmielami, szybka kolacyjka i powrót do Krakowa. W sumie dzień był dość męczący, ale każdy z nas był tak pozytywnie naładowany energią, szczególnie po tym jak zostaliśmy przyjęci na miejscu oraz za sprawą baaaaardzo pozytywnej wszechobecnej atmosfery. Ruszyliśmy do lokalu Weźże Krafta, który okazał się wspaniałym poprzemysłowym budynkiem, gdzie już jako cała ekipa mogliśmy zasiąść pod szyldem
The Press!

Ogólnie ten piwny wypad był jednym z najpiękniejszych. Bardzo dziękuję każdemu, kto mógł się tam pojawić. Stworzyliśmy jedną wielką blogerską rodzinę. I już teraz z całej siły trzymam kciuki za kolejne spotkania. A co do naszego The Bloggera, to piwo już za niedługi czas będzie miało premierę na Poznańskich Targach Piwnych, na które najprawdopodobniej się wybiorę.

Na sam koniec do zdjęć dorzucam Wam piosenkę, którą zagrał nam Piotrek podczas swojego koncertu. Od dwóch dni nie mogę pozbyć się jej z głowy!



i parę zdjęć na koniec:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz